czwartek, 30 czerwca 2016

"Kiedy pada deszcz" Lisa De Jong

"Kiedy dorastamy, tworzymy własną osobowość. Kształtowana jest przez naszą rodzinę, przyjaciół, okolicę, nasze talenty, słabości, zwycięstwa i porażki. Na szczęście, kiedy stajemy się dorośli, wiemy już, kim jesteśmy. Niemal mi się to udało. Znajdowałam się na krawędzi poznania kim jestem. Wszystko to jednak zostało mi odebrane, ponieważ ktoś w jedną noc postanowił zniszczyć całą moją siłę. Muszę ją jakoś odbudować. Inaczej nic mi już nie pozostanie."
 Kiedy zabierałam się do czytania książki autorstwa Lisy De Jong nie wiedziałam na jaki maraton emocjonalny się decyduję. Totalny rollercoaster uczuć, mieszanka wybuchowa, przy której płakałam jak bóbr. Książka ściska za serce, sprawia, że współczujemy bohaterom, a jednocześnie współodczuwamy każdą komórką naszego ciała cierpienia i radości, z jakim zmagają się Kate, Asher i Beau. 
Z początku pojawiał się gniew i złość na Kate, jednak kiedy poznałam czemu podjęła taką decyzję, zrozumiałam ją. Ona uważała się za słabą, aczkolwiek dla mnie była strasznie silna, bo odsunąć od siebie wszystkich i wszystko, by w samotności cierpieć i przeżywać swój koszmar, trzeba mieć w sobie nie lada odwagę. 
Kiedy w jej życiu pojawił się Asher, Kate zapragnęła żyć. Połączyły ich tajemnice, a jemu przyświecał tylko jeden cel sprawić, by ta smutna dziewczyna uśmiechała się. 
"Asher sprawia, że czuję się bezpieczna. Cegła po cegle rozebrał wszystkie moje mury, a im mniej ich było, z tym większą ochotą go witałam."


Do tego jeszcze Beau. Cudowny przyjaciel, który pomimo odrzucenia jest nadal z Kate, kocha ją nie tylko jako przyjaciółkę, ale głównie jako jego przyszłość. Jednak kiedy w życiu Kate pojawia się Asher, on z bólem serca odsuwa się w cień, by później powrócić. 

"Myśl o mnie, kiedy pada deszcz."

Ja z pewnością pomyślę o tej wspaniałej, rozdzierającej serce książce.

Moja ocena: 9,5/10

Lifehouse "Everything" - przeczytajcie książkę, a zrozumiecie.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

"Stinger. Żądło namiętności." Mia Sheridan

Z twórczością Mii Sheridan miałam już wcześniej kontakt przy okazji wspaniałej książki "Bez słów". "Stinger. Żądło namiętności" utrzymuje mnie nadal w przekonaniu, że to bardzo utalentowana pisarka, która w lekki, barwny sposób potrafi pisać i wciągnąć czytelnika w opisywane historie. Sprawia, że każdą stronę czyta się z zapartym tchem, i nie ma się dość, a kiedy dobrniemy do samego końca żałujemy, że trwało to tak krótko.

Jesteście ciekawi, jakie są moje refleksje na temat książki "Stinger. Żądło namiętności"? Zapraszam do czytania.

Carson Stinger to aktor heteroseksualny grający w filmach porno. Płynie z prądem, bierze życie takim, jakie jest. Cieszy się życiem nie patrząc na konsekwencje swoich poczynań. 

Grace Hamilton to studentka prawa, która wszystko musi mieć pod kontrolą, ma w głowie zaplanowane całe swoje życie, począwszy od ścieżki kariery zawodowej, przez życie przyszło małżeńskie i rodzinne, aż po życiu erotycznym kończąc.

Ta dwójka spotyka się przypadkowo w Las Vegas na konferencjach, jej - dla studentów prawa, jego - dla gwiazd filmów porno. Początkowa niechęć przeradza się w wielką fascynację, gdy Stinger składa Grace propozycję spędzenia razem weekendu.
"Ale prawdziwy powód, dla którego z zapartym tchem czekałem na jej odpowiedź, był taki, że od bardzo długiego czasu, dłużej niż sięgałem pamięcią, niczego nie pragnąłem - a jej pragnąłem. Nie tylko jej ciała, ale właśnie jej. (...) I niech to od bardzo dawna nie podobała mi się żadna kobieta. Dobrze było znów czegoś pragnąć."
Wspólny weekend każdego z nich zmienia wewnętrzne, jest punktem zapalnym do przemyśleń nad własnym życiem, nad własnymi wyborami. Oboje, oprócz wspaniałego seksu, dają sobie coś więcej, inne spojrzenie na świat, życie i decyzje na przyszłość. Wiedzą, że ich światy nie mogą razem istnieć, pomimo magnetycznej siły, namiętności i braterstwa dusz. Jednak nic już nie będzie takie jak dawniej.
Ona wreszcie zacznie żyć, zacznie stawiać siebie i swoje decyzje ponad innymi, a on ... no właśnie, on zawalczy o lepsze życie, takie, aby nie musiał się już więcej wstydzić, będzie dążył do tego, by stać się lepszym człowiekiem, wartym miłości kogoś takiego jak Grace.
"Przez ten weekend stałam się inną osobą. Carson zmienił mnie w sposób, który - jak podejrzewałam - każe mi spojrzeć inaczej na wszystkie podjęte przeze mnie decyzje, każe mi ocenić wszystkie moje <doskonałe> plany. Zamierzam skorzystać z tego i uznać Carsona za dar, choć serce pękało mi z bólu".
Ponieważ "życie jest przedziwne" drogi Carsona i Grace znów się łączą. Minęło pięć lat, byli z dala od siebie, jednak przez cały ten czas nosili siebie w swoich sercach. Toteż nie dziwi nas, że ta magiczna siła przyciągania, jaka połączyła ich w Vegas, nie osłabła. Jednak co z tym zrobią w obliczu kolejnych trudności, o tym musicie przekonać się już sami.

Dlaczego ta książka zawładnęła moim sercem? Jest wiele powodów. Uwielbiam czytać książki napisane z perspektywy obojga bohaterów, dzięki temu łatwiej jest wejść w ich serce i duszę, stają się nam bliżsi. Uwielbiam czytać erotyki, które są napisane z lekkością, nie są wulgarne, a jedynie wywołują rumieńce i gęsią skórkę na całym ciele. Fabuła jest fenomenalna, przez bieg wydarzeń nie możemy jednoznacznie określić jaki to gatunek literacki, bowiem "Stinger. Żądło namiętności" to po części erotyk, romans i kryminał w jednym. Również tutaj Mia Sheridan wplotła w tą miłosną historię temat trudny, z którym mało który autor jest w stanie się zmierzyć. Bo najpierw było odrzucenie ze względu na niepełnosprawność - "Bez słów", a teraz handel ludźmi. I na zakończenie bohaterowie, którzy nie są idealni, mają swoje wady i niedoskonałości, a jednak dążą do tego, by stać się kimś idealnym dla tej drugiej osoby. Kocham kiedy postacie ewoluują, zmieniają się, dojrzewają. 
"Niekiedy człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego, że coś jest z nim nie tak, póki nie zjawi się ktoś, kto go zmieni i sprawi, że nagle zapragniesz czegoś więcej. W moim przypadku była to śliczna dziewczyna, która zawsze miała na wszystko plan i która roztrzaskała w drobny mak mój świat. A kiedy poskładała go znowu w jedną całość, wyglądał zupełnie inaczej. Podobnie było ze mną. Dopóki jej nie poznałem, nie przyszło mi nawet do głowy, że mam inne możliwości. (...) Grace ocaliła mnie, zmuszając, bym odsłonił wszystkie swoje karty, a następnie wysłuchując z akceptacją w oczach moich tajemnic, z powodu których we własnym przekonaniu nie zasługiwałem na miłość. Podarowała mi swój blask, który bił tak mocno, że rozproszył mój własny mrok."
Moja ocena: 9,5/10

poniedziałek, 20 czerwca 2016

"Kochając pana Danielsa" Brittainy C. Cherry


To historia wielkiej miłości. Takiej, która zdarza się wtedy, gdy na swojej drodze spotkasz prawdziwą bratnią duszę. Mężczyznę, którego śmieszy to, co bawi ciebie. Mężczyznę, który mówi to, co sama chcesz powiedzieć, który myśli jak ty.
Ja spotkałam pana Danielsa. Chociaż wiem, że nasza miłość nie miała prawa się wydarzyć, nie żałuję ani jednej chwili.

Nasza historia to nie tylko opowieść o miłości. Opowiada także o rodzinie. O stracie. O byciu żywym. Jest pełna bólu ale także pełna śmiechu. To nasza historia. 

Z tych wszystkich powodów nigdy nie przeproszę za to, że kochałam pana Danielsa.


Obok tej książki nie da się przejść obojętnie, nie da się jej przeczytać i zapomnieć, wkrada się do naszego serca i duszy, burzy je na milion kawałków, a potem skleja, jednak już nic nie będzie takie jak wcześniej. Każda szczelina, każde pęknięcie zostanie wypełnione słowem z tej książki i pozostanie z nami na zawsze.

Romans nauczyciela z uczennicą - coś co już przecież było, jednak takiej książki, jak "Kochając pana Danielsa" nie da się z niczym porównać. To perełka, to złoto, którego szukamy. 

"Każdy z nas ma jakieś złoto. To może być cokolwiek: piosenka, książka, zwierzę, człowiek. Cokolwiek, co sprawia, że czujesz się tak szczęśliwy, że twoja dusza płacze z czystej radości. To uczucie jak po zażyciu narkotyków, tyle że lepsze, bo to naturalny odlot. Szekspir jest moim złotem."

Owszem romans między nauczycielem a uczennicą jest, ale stanowi on swego rodzaju tło dla całej reszty. Dla walki z cierpieniem po stracie bliskich, siostry i przyjaciółki, ukochanej dziewczyny, przyjaciela, rodziców. Dla miłości pod najróżniejszą postacią. Dla akceptacji przez innych, dla szukania samej/samego siebie. 

"(...) udawanie szczęścia to niemal jego odczuwanie. Przynajmniej póki nie przypomnisz sobie, że to tylko pozory. Wtedy jest smutno. Naprawdę smutno. Bo noszenie na co dzień maski jest bardzo trudne. A po jakimś czasie jesteś trochę przestraszony, bo maska staje się twoją częścią."

Książka tak nasiąknięta jest cierpieniem, że jakby to było możliwe, wycisnęlibyśmy z niej całe oceany łez. Jednak tuż za bólem kroczy walka, zrozumienie i wybaczenie, sprawia to, że powoli przesuwamy się bliżej światła. Kiedy bohaterowie zdają się wreszcie odnaleźć spokój, radość i szczęście następuje taki zwrot akcji, że szczęka opada z wrażenia, a my krzyczymy, JAK?!, JAK TO JEST MOŻLIWE?! Zostajemy w strzępach i wraz z bohaterami staramy się złożyć na nowo.

Jaki finał będzie miała ta historia, która niejedno opowiada, musicie przekonać się sami, bo ja już wiem. I powiem wam coś jeszcze, w tej książce znalazłam swoje złoto, a Brittainy C. Cherry to od teraz moja faworytka i z niecierpliwością czekam na kolejną powieść jaka wyjdzie spod jej pióra, a to już całkiem niedługo ;)

Moja ocena: 10+/10

sobota, 18 czerwca 2016

"Ugly love" Colleen Hoover

"Różnica między brzydką a piękną stroną miłości jest taka, że ta piękna jest o wiele jaśniejsza. Sprawia, że czujesz, jakbyś dryfował. Podnosi cię na duchu. Opiekuje się tobą. Piękne części miłości trzymają cię ponad resztą świata. (...) Brzydkie części miłości nie mogą cię podnieść na duchu. One ciągną cię W DÓŁ. Trzymają cię poniżej. Topią cię."

Tym razem przyszedł czas na "Ugly love" autorstwa Colleen Hoover. I tak jak w poprzednim zetknięciu z twórczością tej pisarki, także tym razem przepadłam bez reszty. Śmiało mogę wysunąć tezę, że jest to moja ulubiona autorka, a każda jej książka ma już swoje stałe miejsce w moim sercu.

Ale zacznijmy od początku.




Drogi Tate i Mailsa stykają się. Ona jest wrażliwa, delikatna, chcąca kochać całym sercem i całą sobą. On to przystojny, arogancki dupek, który chce tylko seksu, wyznaje dwie zasady, nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Niby tak różne osoby, oczekujące od życia czegoś zupełnie innego, a jednak jakaś magiczna siła przyciąga ich ku sobie z taką mocą, że nie potrafią się jej przeciwstawić, choć sami dobrze wiedzą jak to się skończy. Ale nie dajcie się zwieść, to tylko pozory. Hoover wiedziała jak wykreować głównego bohatera, i na początku miałam ochotę krzyczeć na Tate, aby trzymała się jak najdalej od tego zarozumialca, jednak z każdą przeczytaną stroną zmieniałam o nim zdanie, by na końcu szczerze go pokochać. Skuteczny w tym okazał się zabieg, jaki autorka wykorzystała. Otóż, książka napisana jest z perspektywy zarówno Tate i dotyczy teraźniejszości, jak i samego Mailsa, gdzie akcja toczy się w przeszłości, a dokładnie 6 lat wcześniej. Dzięki temu książka jest bardzo przejrzysta i nie miesza w głowie, a jedynie odsłania kolejne fakty, by na koniec wstrząsnąć do granic możliwości. To wspaniałe zagranie sprawdza się doskonale, co więcej prowadzi do tego, że nie mamy ochoty nawet na chwilę przestać czytać, aby przypadkiem coś nam nie umknęło. Autorka wie, jak pisać, abyśmy doznali najróżniejszych uczuć i emocji, począwszy od humoru i radości, poprzez złość, smutek, żal, a na rozpaczy kończąc. 

"Czasami nie mówienie mówi więcej niż wszystkie słowa na świecie. Czasami moja cisza mówi: Nie wiem jak z tobą rozmawiać. Nie wiem co myślisz. Porozmawiaj ze mną. Powiedz m wszystko, co kiedykolwiek powiedziałeś. Zaczynając od tego najwcześniejszego. Zastanawiam się co mówi jego cisza."

Ktoś, kto już wcześniej polubił książki Colleen Hoover, pokocha także "Ugly love". Wiec tylko pozostaje mi zachęcić Was do lektury.

Moja ocena (szczerze i zasłużenie): 10/10

piątek, 17 czerwca 2016

"Miłość i kłamstwa" Cecelia Ahern

"Miłość i kłamstwa" to druga książka autorstwa Cecelii Ahern, którą miałam okazję przeczytać. I muszę przyznać, że nadal jestem oczarowana piórem w/w autorki, choć są pewne ale, jednak o tym później.

Bohaterami książki jest ojciec i córka. Poznajemy ich historie, gdzie główne skrzypce gra kłamstwo. Przez przypadek Sabrina natrafia na tajemnicze pudła należące do jej ojca, które okazują się kluczem do jego prawdziwego życia. Jednak, żeby dowiedzieć się prawdy kobieta musi zapukać do wielu drzwi i zadać dużo trudnych pytań. Trudnych, gdyż każda odpowiedź burzy obraz ojca jakiego znała, w zamian pozostawia obcego mężczyznę. Ma na to tylko jeden dzień. 

"Są rzeczy, o których chcemy zapomnieć, rzeczy, których nie możemy zapomnieć, i rzeczy, o których zapominamy, że je zapomnieliśmy - aż do chwili, kiedy same nam o sobie przypomną."

Cecelia Ahern ułatwia czytelnikowi zadanie poprzez przybliżenie sylwetki Fergusa - ojca Sabriny. Poznajemy go już od małego chłopca, zmierzamy przez jego życie, znamy jego myśli, uczucia i zachowania, ale przede wszystkim znamy jego pasję - marmurki, szklane kuleczki.

Autorka cudownie wplotła w fabułę znaną każdemu mądrość, iż życie ludzkie jest jak szklana tafla, a każda decyzja, dobra lub zła, pozostawia na niej ślad, a jedno kłamstwo pociąga za sobą drugie. Takie jest życie Fergusa, nakreślone decyzjami, z których przyjdzie mu się rozliczyć.
Sabrina oprócz zmierzenia się z prawdą, staje twarzą w twarz ze swoimi demonami. Walczy o siebie, o oddech. 

"Oddychaj. Czasami muszę sobie przypominać o tym, że trzeba oddychać. Możecie pomyśleć, że to przecież instynktowe działanie każdego, człowieka, ale nie, ja nabieram powietrza, jednak potem zapominam, je wypuścić i nagle całe moje ciało robi się sztywne, mięśnie naprężone, serce wali mi jak młot, w klatce piersiowej pojawia się ucisk, a niespokojna głowa zastanawia się, co się stało. Rozumiem teorię oddychania. Powietrze, które zasysasz przez nos, powinno przejść przez drogi oddechowe aż do brzucha, aż do przepony. Oddychanie rozluźnia. Oddychaj miarowo. Oddychaj bezgłośnie. Robimy tak od chwili, gdy się rodzimy, a przecież nikt nas tego nie uczył. Choć właściwie ja powinnam była się uczyć. Podczas prowadzenia auta, w czasie zakupów, w pracy wciąż łapię się na tym, że wstrzymuję oddech - nerwowo, niespokojnie, jakby czekając na coś, co się wydarzy."

Muszę przyznać, że ciężko czytało mi się "Miłość i kłamstwa", a pierwsza połowa była dla mnie strasznie nużąca i toporna, potem było już lepiej. Zastanawiam się, co miało na to wpływ. Na pewno chaos, który w niej panuje, mi osobiście w czytaniu nie pomógł. Owszem rozdziały są podzielone, tzn. te które dotyczą Sabriny zatytułowane są jako "Regulamin basenu", zaś Fergusa "Grając w kulki", co jest na plus, aczkolwiek, w tym drugim przypadku teraźniejszość miesza się z przeszłością, i mija trochę czasu zanim czytelnik zorientuje się, w którym czasie aktualnie toczy się akcja. Po drugie nie jest to lekka literatura, wymaga od nas pełnego zaangażowania, skupienia i uwagi, a czas, w którym czytałam "Miłość i kłamstwa" do lekkich nie należał. Głównie za sprawą zawodowych zobowiązań, nie mogłam w stu procentach oddać się tej książce. Za jakiś czas z przyjemnością sięgnę po nią jeszcze raz. Należy jednak podkreślić, że to dobra, bardzo dobra książka, która zmusza nas do myślenia, a każdy, kto choć raz czuł się jakby szedł obok swojego życia, gdzie na moment zatracił samego siebie, będzie w stanie wczuć się w bohaterów i przez to staną się bardziej bliscy i zrozumiali.

Moja ocena: 7,5/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Drogi Czytelniku.
Dziękuję, że tutaj jesteś, pozostaw po sobie jakiś ślad.
Miłego zaczytania ;)