niedziela, 4 grudnia 2016

"November 9" Colleen Hoover

"Słowa potrzebują wypowiedzenia. Ciało dotyku. A umysł snu. Mamy na to wszystko naprawdę mało czasu, zanim zostawi mnie znów na kolejny rok."
Po książki Colleen Hoover mogę sięgać w ciemno, każda stworzona przez nią historia ma w sobie to magiczne "coś", jakąś siłę przyciągania, której nie sposób się oprzeć. Poza tym jej pozycje nasączone są mnóstwem różnorodnych emocji, a przede wszystkim dają Czytelnikowi to co najważniejsze - wielką przyjemność z czytania. Jak na tle wcześniejszych książek wypada najnowsza opowieść Colleen Hoover? 

9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna kolejny rozdział historii – tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon…
„Zagubiliśmy się między fikcją a rzeczywistością. Nieważne, jaką wersję poznacie. Nieważne, który z ostatnich rozdziałów okaże się tym prawdziwym. Ważne jest tylko jedno: zawsze będę ją kochał”.
Nowa książka Colleen Hoover to opowieść o młodym pisarzu, jego niezwykłej muzie i przeznaczeniu, które ukrywa między wierszami coś więcej niż miłość.

9 listopada - data jakich wiele w kalendarzu, a jednak na głównych bohaterach odcisnęła swoje piętno. Zmieniła ich, pozostawiła blizny widoczne dla wszystkich na zewnątrz, ale przede wszystkim te ukryte głęboko w nich, a takie blizny ciężko zauważyć, a jeszcze ciężej uleczyć. I chociaż czytając wiemy, że Ben stara się za wszelką cenę uzdrowić Fallon, to nawet nie zdajemy sobie sprawy, że on sam cierpi i potrzebuje ocalenia.


Już od pierwszych chwil pokochałam Fallon i Bena całym sercem. Najpierw wzbudzili moją sympatię zabawnymi dialogami i ciętym językiem. Po prostu śmiałam się w głos. Z czasem przyszedł czas na złość i rozczarowanie, że tak łatwo rezygnują, czy podejmują decyzję za drugą osobę. Aż w końcu ból jaki odczuwali przytłoczył także i mnie. Współczułam im, było mi ich żal, chciałam w jakikolwiek sposób złagodzić ich cierpienie, wejść do środka książki i po prostu ich przytulić, pocieszyć, okazać wsparcie. To bohaterowie, których nie można nie polubić, wywołują same pozytywne emocje i nawet kiedy się na nich złościmy i tak są nam bardzo bliscy i kibicujemy im nie tyle jako parze, ale przede wszystkim jako odrębnej jednostce. Ich dialogi, słowa jakie do siebie kierują jednoznacznie ukazują, że Fallon i Ben są bratnimi duszami. 
"- Fallon, chodzimy ze sobą od dwóch godzin. Czytam w tobie jak w otwartej książce. W tej chwili to bardzo sprośna książka."
Świetna kreacja bohaterów dotyczy nie tylko ich osobowości i charakteru, ale także zainteresowań. To szczególnie tyczy się pisarza Bena. Wspaniały pomysł na postać i równie świetne wykonanie. Jego sposób myślenia i słowa, które wypowiada trafiają prosto w serce i pozostają na długo. 

"- Nie umiem wymyślać na poczekaniu pokrzepiających tekstów - odzywam się w końcu. - Czasami w nocy zapisuję rozmowy, które odbyłem w ciągu dnia, ale zmieniam je, żeby wyrażały wszystko to, co powinienem był powiedzieć. Chcę, żebyś wiedziała, że tej nocy, kiedy będę przelewał na papier naszą rozmowę, włożę w swoje usta słowa, które dodadzą ci otuchy."
 Colleen Hoover stworzyła coś pięknego, do czego zdążyła już nas przyzwyczaić, a jednocześnie intrygującego. Cała konstrukcja wykorzystana w "November 9" jest dość oryginalna, choć trochę mało prawdopodobna by wydarzyła się w świecie realnym. Jednak to wcale nie przeszkadza, a nawet czytając i odsłaniając kolejne karty nie sposób nie zrozumieć zachowania bohaterów. 
Książka zawiera w sobie pewną dozę tajemniczości. O ile losy Fallon są nam dobrze znane, to domyślamy się, że w przeszłości Bena coś się wydarzyło, to tajemnicze coś odmieniło jego teraźniejszość. Ale jak wiemy prawda zawsze wyjdzie na jaw i nie da o sobie zapomnieć. Kiedy odkryłam już mroczną tajemnicę Bena, miałam do Autorki pretensje, moje myśli krzyczały CO? DLACZEGO? Byłam zła, że akcja poszła w tym kierunku. Zapytacie pewnie czemu? Ten nagły zwrot akcji trochę za bardzo przypominał inną książkę, jaką już kiedyś czytałam i przyznam szczerze, że trochę w całą książkę Hoover zwątpiłam. Jak się później okazało zupełnie niepotrzebnie, bowiem Autorka wyszła z tego obronną ręką. Oczywiście nie zdradzę Wam o jakiej innej książce pomyślałam, może kiedyś..., a swoją drogą ciekawi mnie czy sami też na to wpadniecie, a może ja jestem aż tak drobiazgowa? Zobaczymy.

Podsumowując, chyba to najlepsza książka w dorobku Hoover jaką przyszło mi poznać. Was zachęcam do przeczytania tej świetnej książki, a jeśli już to zrobiliście to koniecznie dajcie mi znać, jakie na Was wywarła wrażenie. Jestem szalenie ciekawa Waszej opinii.


Moja ocena: 9,5/10 



15 komentarzy:

  1. Chyba każdy z nas ma w życiu taką przełomową datę, na plus albo na minus. Czasem wiąże się z rozczarowaniem, a kiedy indziej ze szczęściem. Jak będę miała okazję chętnie zapoznam się z tą przygodą czytelniczą. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam, czytałam :) Bardzo mi się książka podobała i zaraz po Hopeless jest drugą moją ulubioną książką Hoover :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Skończyłam czytać niedawno i jak do tej pory Maybe Someday była u mnie ulubioną książką autorki, to teraz nie potrafię jednak wybrać. Opowiadają inne historie, których nie da się porównać i chyba jednocześnie są u mnie na pierwszym miejscu. :) Jestem ciekawa jaka inna książka Ci się przypomniała. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Maybe Somedey" jeszcze przede mną. Aby nie pisać wprost dam Ci podpowiedz. Chodzi o jedną z części z serii wydanej w 2014 roku, napisanej przez kanadyjską pisarkę mieszkającą niedaleko Toronto.

      Usuń
    2. Najwidoczniej nie czytałam, bo nic takiego nie kojarzę. :)

      Usuń
    3. To zdradzę. Chodzi o "Dziesięć płytkich oddechów" K. A. Tucker.

      Usuń
    4. Znam autorkę, ale akurat czytałam inne jej książki.

      Usuń
  4. Ta książka bardzo mnie kusi, ale jeszcze się nie dorobiłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, aby jak najszybciej do Ciebie trafiła ;)

      Usuń
  5. Coraz częściej natykam się w internecie na tą książkę, a więc to musi być znak, żeby ją przeczytać :P Oczywiście, jest zapisana na mojej liście i wkrótce mam zamiar się w nią zagłębić.
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc życzę miłej lektury i czekam na Twoją opinię :)

      Usuń
  6. przyznam się, że na początku odrzuciłam tę książkę bo Hoover rozczarowała mnie przy okazji Hopeless, nie zapoznawałam się nawet z jej opisem. ale im więcej o niej słyszę, tym bardziej jestem jej ciekawa :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. uwielbiam tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Drogi Czytelniku.
Dziękuję, że tutaj jesteś, pozostaw po sobie jakiś ślad.
Miłego zaczytania ;)